Czytelnia Sztuki

Sztuka Czytania

The Prix de la Photographie Paris dla „Ziemia/Land”

The Prix de la Photographie Paris czyli PX3 to jedna z najbardziej prestiżowych fotograficznych nagród, promująca osiągnięcia tej sztuki, odkrywająca nowe talenty i przybliżająca twórców z całego świata artystycznej społeczności Paryża. The Paris Photography Prize, przyznawana od 2007 roku to obecnie w Europie jedna z najważniejszych nagród, jaką może otrzymać fotograf. Jest nam niezwykle miło poinformować, że wydanej przez Muzeum w Gliwicach, w serii Czytelnia Sztuki, oraz BLOW UP PRESS książce fotograficznej Lorenzo Castorego „Ziemia/Land” jury The Prix de la Photographie Paris przyznało brązowy medal.

Fotografie z cyklu Land (Ziemia), składające się na nagrodzoną publikację Lorenzo Castore, jeden z najwybitniejszych włoskich fotografów, wykonał w 2018 roku w trakcie rezydencji artystycznej zorganizowanej przez Czytelnię Sztuki – Muzeum w Gliwicach. „Zdjęcia nie składają się na przezroczystą relację – pisze Wojciech Nowicki w eseju – to raczej somnambuliczna podróż, ukradkowe widoki dostrzeżone w malignie, przez zapocone szyby. Czarne tynki bezimiennego miasta, zimowe pola pod ciężkim niebem: czerń ziemi, zbrukana biel śniegu. Porzucone, porośnięte chaszczami tereny, mgławicowe dworce, papieros za papierosem. Kopalniane wizje jak obraz zza szyb batyskafu, na dnie oceanu. Widmowe pochody pod znakiem krzyża, bliskość dziewczyny. Duszno. Cała ta ziemia jest po kolejnej wylince, obrasta nową skórą. Zrzucona powłoka schnie i rozsypuje się w proch: pozostałości drobnych biznesów sprzed kilku lat wabią blaknącą reklamą, sklepy wielkich sieci otwierają się i zamykają. Śląsk, dziś bardziej światowy niż kiedykolwiek, nadal świadomy swojej odrębności, wtapia się w świat […]”.
Powstała książka jest próbą nowego języka dla opowiedzenia Śląska. Jego centralnym punktem są portrety, świadectwa spotkań, od tych najbardziej przelotnych, na ulicach, podwórzach i dworcach, po najbardziej intymne, we wnętrzach prywatnych, wszystkie naładowane potężną energią.

Książka + film

UWAGA! Teraz do książki “Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu” dodajemy płytę z filmem “Świat z widzenia. O fotografiach Jerzego Lewczyńskiego” gratis ! / If you buy a book, you will get a free copy of the movie “The world by sight. The photographs of Jerzy Lewczyński.”Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu | Memory of the Image

Autor | Author: Wojciech Nowicki
Wydanie dwujęzyczne: polsko – angielskie |
Bilingual publication: polish – english
Seria | Series: Czytelnia Sztuki
Wydawca | Publisher: Muzeum w Gliwicach
ISBN 978-83-89856-39-5
280 stron | 280 pages
format 215×270 mm

WYSYŁKA W POLSCE
cena: 110 pln + 20 pln (przesyłka)

(THIS IS ONLY FOR POLISH SHIPMENT!)
WORLWIDE POSTAGE
price: 49 euro (book + shipment)

o Zapisie Socjologicznym

Przy okazji wystawy Zapisu Socjologicznego w Czytelni Sztuki pojawia się w prasie,
internecie i tv dużo recenzji i kolejne próby podsumowania działalności twórczej Zofii Rydet.

Polecamy dwie publikacje, które dotyczą ściśle pokazywanego przez nas cyklu:

PSTRYK!

Wysokie Obcasy (12 maja 2012) – obszerny wywiad Joanny Ruszczyk z Jerzym Lewczyńskim.

Open publication – Free publishing

kawałek do czytania

Zapraszamy do lektury fragmentu eseju autorstwa Wojciecha Nowickiego z książki “Lewczyński. Pamięć obrazu”, wydanej przez gliwicką Czytelnię Sztuki i prezentującego zdjęcia z kolekcji Muzeum w Gliwicach. Jej promocja nastąpi podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie (maj-czerwiec 2012), gdzie w Muzeum Narodowym pokazana zostanie wystawa pod tym samym tytułem.

Obecnie wystawa “Jerzy Lewczyński. Oczyszczenie” prezentowana jest (do 1.04.2012r.) w Muzeum Narodowym w Gdańsku dzięki współpracy Czytelni Sztuki i Gdańskiej Galerii Fotografii.

Niczego sobie

/ komiksy o mieście Gliwice

Niczego sobie to pierwsza publikacja komiksowa inspirowana historią Gliwic !

Kilkunastu komiksiarzy z całego kraju, zaproszonych przez Muzeum w Gliwicach, zinterpretowało fakty
z dziejów miasta i ubarwiło je swoją wyobraźnią. Efektem ich pracy jest zbiór ośmiu komiksów.

W antologii znalazły się krótkie formy ukazujące różnorodność komiksu, opowieści w kolorze, czarno-białe, wykorzystujące różne techniki graficzne. Jest komiks niemy, a nawet historia nawiązująca do tzw. protokomiksu. Niczego sobie to również przekrój przez wiele gatunków komiksu, od humorystycznego, przez obyczajowy, przygodowy i fantastyczny, po bliski opowieściom grozy. Zapraszamy do niczego sobie lektury.

Komiksy, które znajdą się w antologii poświęconej historii Gliwic:

  • Ballada o tym, jak zły Mansfeld swój apetyt zaspokoił, rys. Przemysław Surma
  • CapitolMarek Turek
  • Człowiek z żeliwaMikołaj Ratka
  • GarbusDominik Szcześniak/ Maciej Pałka
  • Komandosi z BerlinaRafał Szłapa
  • Marcowe uliceDaniel Gizicki/ Grzegorz Pawlak
  • VictoriaTomasz Kontny/ Anna Helena Szymborska
  • Zobaczyć królaDaniel Gizicki/ Kajetan Wykurz/ Marcin Podolec/ Marcin Surma

Wydawca: Muzeum w Gliwicach
Gliwice, luty 2012
Liczba stron: 116
Format: 200×280 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolor
ISBN-13: 978-83-89856-43-2
Wydanie: I

PREMIERA
26 lutego 2012 !!!

Premierowa prezentacja publikacji będzie miała miejsce 26 lutego, o godzinie 16.00 w Willi Caro. O komiksie historycznym opowie wtedy Jakub Syty, jeden z autorów, który komiks uczynił przedmiotem swojej pracy doktorskiej.

Przed południem zaś, pomiędzy 11.00 a 13.00,
twórcy antologii zapraszają na warsztaty
z rysowania komiksów.

Śledź losy wydawnictwa na Facebooku.

śląsko… fotograficznie…

W Czytelni Sztuki – Rafał Milach o Islandii, a w najświeższych Opcjach – Adam Mazur o Rafale Milachu. I kilka innych ciekawych artykułów, które pojawiły się w kwartalniku dzięki kontynuacji współpracy między Czytelnią Sztuki i redakcją Opcji.
Zapraszamy do lektury kilku wybranych tekstów – spośród tych opublikowanych, które oscylują wokół śląskiej fotografii.

Dla tych, którzy nabyli drukowaną publikację bądź tych, którzy się na nią jeszcze zdecydują, lektura wzbogacona będzie o fotografie takich twórców jak Rafał Milach, Arkadiusz Gola, Michał Łuczak, Aleksander Prugar, Tomasz Liboska i Michał Jędrzejowski.

OPCJE o twórczości Ewy Kuryluk

Lipcowy numer kwartalnika kulturalnego „Opcje” był rezultatem współpracy redakcji pisma i Czytelni Sztuki. Wszystko za sprawą twórczości Ewy Kuryluk, którą prezentujemy obecnie w przestrzeniach Czytelni Sztuki. W efekcie, bez mała połowa podwójnego numeru (1­-2/2011) tego prestiżowego kwartalnika kulturalnego została opracowana przez osoby zaproszone przez Czytelnię Sztuki do zajęcia się twórczością jednej z najważniejszych polskich artystek. Dodatkowo w załączeniu do wydawnictwa nabyć można było książkę „Żółte. Instalacje 2001–2011” prezentującą żółte instalacje Ewy Kuryluk, wśród których figuruje “Konik” (2011), przygotowany specjalnie na gliwicką wystawę.

Tych, którzy nie zdążyli zdobyć drukowanych “Opcji”, zapraszamy do lektury:

“Od dziecka pragnę obrysować cień” – Ola Wojtkiewicz rozmawia z Ewą Kuryluk

Wywiad jest jednym z 9 tekstów poświęconych Ewie Kuryluk w specjalnym bloku najnowszego numeru Opcji (1­-2/2011).

Z Ewą Kuryluk, autorką nowo wydanej książki „Obrysować cień. Malarstwo 1968-1978” rozmawia Ola Wojtkiewicz.

Ola Wojtkiewicz: Książka „Obrysować cień” została wydana przez gliwicką Czytelnię Sztuki, wrocławskie BWA i krakowską Galerię Artemis w 2011 i jest pierwszą pozycją poświęconą wyłącznie pani malarstwu. Jak to możliwe, że od 1978 roku, kiedy odłożyła pani pędzel i farby, nie nadarzyła się ku temu okazja?

Ewa Kuryluk: Powodów jest wiele, podstawowy to historia. Moja pierwsza wystawa amerykańska otworzyła się wtedy właśnie, kiedy w Polsce wprowadzono stan wojenny. W konsekwencji osiedliłam się w Nowym Jorku na wiele lat — z tymi dwoma walizami pełnymi bawełny i jedwabiu, z którymi jesienią 1982 przyleciałam do Bostonu, by zrobić instalacje w galerii Helen Shlien. W Europie, do której przez pewien czas nie mogłam nawet odwiedzać z powodów paszportowych, zostały wszystkie moje obrazy: część u mamy na Frascati, większość w Wiedniu, Paryżu i Londynie — czasem w galeriach, zwykle u znajomych. Kilka sprowadziłam potem do Nowego Jorku, reszta czekała aż do mojego powrotu do Warszawy latem 1989 roku. I jeszcze dłużej, aż do schyłku XX wieku, gdy choroby mamy i brat skłoniły mnie do powrotu do Europy, a zbiegi okoliczności — do zamieszkania w Paryżu. Najpierw gnieździłam się w malutkim magazynie na tyłach Galerie Lambert, który mi odnajął Kazimierz Romanowicz, gdy po wylewie żony zamknął swoją galerię i ksiągarnię Libellę. Potem znalazłam pracownię na Montparnasse i po remoncie zaczęłam do niej sprowadzać swoje obrazy. Kilka londyńskich powiesiłam na ścianach, resztę — pieczołowicie spakowaną w starą bieliznę, prześcieradła i gazety — po prostu ustawiłam na stelażach. Miałam zbyt wiele spraw na głowie, by się interesować swoim dawnym malarstwem. A kiedy dostałam zaproszenie na retrospektywę w Zachęcie, otwartą w styczniu 2003 roku, zdecydowałam, że skoncentruję się na instalacjach, które beze mnie trudno jest pokazać, a nie na obrazach również dlatego, że nie było odpowiednich środków na ich sprowadzenie do Warszawy. Do Zachęty trafiły więc jedynie wybrane obrazy z Frascati i tych kilka, które udało się wypożyczyć z niemałym trudem z magazynów muzealnych. Zrezygnowałam z trzech obrazów z Muzeum Narodowego w Krakowie, wyjątkowo delikatnych i jasnych w kolorze, by ich nie narażać na transport, a także z płótna „Obrysowuję cień” (1978), jedynego, które wisiało wówczas w kraju na ścianie — w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Widok obrazów zniechęcił mnie do dalszych pokazów. Od brudu spopielało różowe tło obrazu „Nie śnij o miłości, Kuryluk” (1977, Muzeum Narodowe we Wrocławiu), autoportret „W samochodzie III” (Muzeum Sztuki w Łodzi) był zagrzybiony i wygięty od wilgoci. W dobrym stanie zachował się jedynie obraz „Ikowie to my” (1975), pewnie dlatego, że nie został zarejestrowany, gdy trafił do Muzeum Narodowego w Warszawie po wystawie w Zachęcie w 1975 roku. I odnalazł się tam niespodziewanie po dwóch dekadach. (więcej…)

Graniczny szok kulturowy

Maga Sokalska rozmawia z Łukaszem Trzcińskim, autorem projektu Nowa Europa.

MS: Skąd pomysł na Nową Europę?

ŁT: Jestem z pokolenia, które rodziło się w dawnym systemie. Budowałem w tym czasie podstawy swojej świadomości, byłem w połowie dojrzewania kiedy wszedłem w zupełnie nową przestrzeń, i doświadczałem na sobie całą tą ewolucję która zaczęła się dokonywać po zmianie systemu. Widziałem na ile żmudnie to wszystko postępuje, ile rzeczy mamy do odrobienia po tamtych latach. Byłem też świadom, że to nie może zająć roku, ale napewo parę dekad. I że główne zmiany nie nastąpiły politycznie, lecz świadomościowo, w ludziach. Mentalność została na tyle przekształcona, na wszystkich poziomach społecznych, że to się będzie długo odkręcać. Z kolei takim mocnym impulsem fotograficznym była sytuacja w Krakowie przy otwarciu pierwszego hipermarketu, gdzie stała kolejka 3 tys. osób, jak za dawnych lat – bo coś rzucili do sklepu. Wszyscy stali przez mroźną noc z pustymi wózkami, i wpychali potem do nich po 5 telewizorów. To było jak z minionej epoki. Zacząłem więc fotografować Nową Hutę, a potem uzmysłowiłem sobie, że dotykając tych wątków, które mnie tam interesują, tak naprawdę opowiadam o całej Polsce i okresie jej transformacji. Uczestniczyłem jednocześnie wtedy w zbiorowej wystawie w Rotterdamie, towarzyszącej ekspozycji Carla de Keyzera podsumowującej jego projekt East of Eden. Jego prace z Europy Wschodniej skonfrontowane były z fotografiami autorstwa insiderów mieszkających w tych krajach. (więcej…)

Jerzy Lewczyński. Człowiek z aparatem

Małgorzata Lichecka rozmawia z Wojciechem Nowickim, kuratorem wystawy „Jerzy Lewczyński. Oczyszczenie.”

- Jaka była Pańska koncepcja pracy nad fotografią Jerzego Lewczyńskiego?
- Cóż, koncepcja zmieniała się z czasem. Wynika to stąd, że dzieło Lewczyńskiego wydaje się bardzo niejednorodne. W jego pierwszych próbach z łatwością można odnaleźć odbicie tego, co stanie się później jego pasją: nawiązania (tu jeszcze nieświadome) do nadrealizmu. Są to fotomontaże, autoportrety i portrety przyjaciela naklejone na zdjęcia przedstawiające miejsca, do których, jak sądzi, nigdy się nie dostanie. Widzimy stocznię czy jakieś odległe pejzaże z palmą. Po wojnie jednak krystalizuje się fascynacja Lewczyńskiego fotografią piktorialną – co też łatwo zrozumieć, gdyż ten rodzaj fotografii był przed wojną nurtem zwycięskim, a jej późniejsze postaci – fotografia socrealistyczna – również długo u nas przetrwały. Po tym następuje czas zainteresowania włoskim neorealizmem. Na wystawie prezentujemy kilka zdjęć z tego cyklu, np. ciemne klatki schodowe. Lewczyński zaczyna ten rodzaj twórczości w latach 50.; jednak przeszukując jego archiwum natknąłem się na zdjęcia w podobnym klimacie robione już w latach 70. Odwzorowanie znanych mu prądów to pierwsza koncepcja pokazania Lewczyńskiego. A potem archeologia fotografii.

- Ulubiony temat Lewczyńskiego.
- Rzeczywiście. Archeologia fotografii jest koncepcją dużo śmielszą, własną. W „Czytelni Sztuki” znalazło się sporo zdjęć z tego właśnie cyklu, zdjęć znalezionych na ulicy, jak „Portret NN”, być może mieszkanki Gliwic, czy „Syfilis”, przedstawiający twarz kobiety zdeformowaną chorobą, przefotografowaną z jakiegoś podręcznika medycyny. Lewczyński nie poprzestaje jedynie na tym. Tworzy zdjęcia poszukujące granic medium fotografii. Na wystawie znajduje się tryptyk, jedno z moich ulubionych dzieł, przedstawiający znaleziony portret: na pierwszym panelu twarz, następnie samo oko, a dalej coś, co przypomina mgławicę; to materia prima czarnobiałej fotografii, ziarno filmu. (więcej…)

Sztuka musi być seksy

Fot. Bartłomiej Barczyk, Agencja Agora

Ola Wojtkiewicz: Czego się spodziewasz po odbiorcy wystawy „Zemsta/Revenge” w gliwickiej Czytelni Sztuki. Jakie masz dla niego zadania?

Grzegorz Sztwiertnia: Po odbiorcy spodziewam się, że odbierze przesyłkę, którą dla niego przygotowaliśmy. Przesłanie, które ona zawiera, jest tak czytelne i atrakcyjne jak oferty z ogłoszeń matrymonialnych typu: spokojny blondyn, lat 52, domator bez nałogów, kolekcjoner parostków i wieńców pozna miłą panią do lat 32, czystą i zadbaną, pracowitą i lubiącą urozmaicony seks. Jeśli wystawa to ten pan a widz to ta pani, to daje nam to obraz tajemniczego, ekscytującego napięcia, jakie powinno towarzyszyć podczas oglądania wystaw. Jeśli tego napięcia nie ma, to lepiej sobie odpuścić i nie marnować czasu. Świat dzisiejszej sztuki jest dobrze poznany i opracowany, więc raczej wie się, na co się idzie i co będzie się oglądać. Można też wcześniej rzetelnie się przygotować i świadomie oglądać wystawę. Bywa, że zostaniemy w nagrodę mile zaskoczeni lub rozczarowani. (więcej…)

Polowanie na skojarzenia | Grzegorz Sztwiertnia | ZEMSTA/REVENGE

The only way to get rid of my fears is to make films about them*

Alfred Hitchcock

Problem wszechobecnej zarówno w naturze jak i kulturze żądzy kontroli, dominacji, odwetu i zemsty jest tematem wystawy Grzegorza Sztwiertni w Czytelni Sztuki. Te właśnie aspekty społecznej rzeczywistości, ważne dla polskiej w szczególności historii i tradycji, kształtują, zdaniem artysty, współczesne modele ludzkich interakcji.

Zdaniem Thomasa Hobbesa, który jako pierwszy dokładnie opisał niepokojące związki między naturalną skłonnością ludzką do agresji, a wprowadzanymi przez cywilizację uregulowaniami, społeczeństwo opiera się na niemożliwej do wykorzenienia, pierwotnie nieokiełznanej przemocy. Przywoływana przez Hobbesa „dzikość”, stanowi według niego popędowe podłoże zarówno ludzkiej natury, jak i historii ludzkości. Według Zygmunta Freuda, odpowiedzialną za ujarzmianie wszechobecnej wśród ludzi agresji jest kultura, której celem jest między innymi ochrona społeczeństwa przed niepohamowanym wybuchem destrukcyjnej dzikości. Myśl ta, spisana w obrębie podręcznikowej pozycji „Poza zasadą przyjemności”, stanowi ciekawy punkt wyjścia do rozważań o obecności różnych odcieni przemocy w sztukach wizualnych.

(więcej…)

W rytmie konturu serca

„[...] Sztuka powinna być unikatową odbitką jednostkowego losu: nie tyle tworzeniem, co utrwalaniem na czułej kliszy [...] ziarnistości naskórka, gestu ręki, rytmu serca i własnego cienia w ostrym słońcu.”

Ewa Kuryluk

Pisanie o Ewie Kuryluk, zwłaszcza w kontekście wydanej przez Czytelnię Sztuki, BWA Wrocław i Galerię Artemis książki o twórczości artystki, musi być gestem pokornym. Najpierw zatem fakty. (więcej…)

O zagrożeniach wynikających z podróży w Kosmos

Opowiedzianą przez Kobylarza historię zostawmy odczytaniom poszczególnym. Zaproponowana przez artystę gra polega na cytowaniu czy aluzjach z jednej strony, z drugiej natomiast – na pastiszu złożonym ze współczesnych tekstów science fiction (Moon, Solaris, 2001: Odyseja kosmiczna…). Oto postmodernistyczna zabawa inter- lub hipertekstualna, która tytułowy wątek zagłady świata – wespół z wyobraźnią artysty – zapośrednicza poprzez nie-rzeczywistość medialną. (więcej…)

Ornitologia i ptaki. Na marginesie wystawy obrazów Janusza Tarabuły w gliwickiej Czytelni Sztuki.

Barnett Newman uczestniczył kiedyś w Amerykańskim Kongresie Estetyków, podczas którego różni interpretatorzy dokonywali analiz jego (z założenia antyestetycznych) obrazów przyjmując kryteria estetyczne. Kiedy jego autorski komentarz nie powstrzymał tego rodzaju procedur, jako że z punktu widzenia naukowej doktryny estetycznej interpretacja filozofów sztuki wydawała się w pełni uzasadniona, poirytowany malarz porównał relację artysty i interpretatora do związku pomiędzy ptakami i ornitologami. O ile ptakom ornitolog nie jest do niczego przydatny, o tyle istnienie ornitologii jest warunkowane egzystencją przedmiotu badawczego tej dyscypliny. (więcej…)

Poszerzenie pola widzenia

Wierne naśladownictwo rzeczywistości bywa nudne i przewidywalne, nie pozostawia zbyt wielkiego pola wyobraźni. Zmysł wzroku rozleniwia się, przestaje rejestrować drobne szczeliny i załamania, pogrążając się w beznamiętnym doświadczaniu rejestrowanego obrazu. Twórczość Janusza Tarabuły, silnie zakorzeniona w malarstwie materii, daje nieograniczone możliwości przeżyć, nie tylko percepcyjnych, ale także emocjonalnych. Ten rodzaj artystycznego działania zmusza widza do pobudzenia wszystkich zmysłów, do czystej obserwacji samego zjawiska widzenia i odrywania kolejnych warstw rzeczywistości, pod którymi ukryta jest autentyczna, niczym nie skażona materia. Jednakże żadne spojrzenie, nawet artysty, nie jest pozbawione kulturowego bagażu składającego się z subiektywnych doświadczeń i interpretacji. (więcej…)

Ola Wojtkiewicz prezentuje wystawę Janusza Tarabuły

YouTube Preview Image YouTube Preview Image

Wywiad z Januszem Tarabułą

Pełna kultura w ANTYRADIU

wywiad z Januszem Tarabułą

„Dojrzewanie materii…

…i dojrzewanie obrazu”. Słowa Janusza Tarabuły odsyłają do „długiego trwania” (La lange dureè) nie tylko procesu twórczego, lecz przede wszystkim zmian, które zachodzą w kontemplatywności dzieła na przestrzeni lat. A także i samej materii obrazu. Wszak barwy blakną, w zależności od pigmentu-wchłaniają więcej światła. Materia staje się więc częścią znaczenia tego, co obraz przedstawia. Dzieła artysty z lat wczesnych, 60-tych nie bez powodu nie posiadają tytułu: ten desygnuje treść. Artysta unikając tego zabiegu wskazuje na „dzieło samo w sobie”. Znaczącość: koloru, grubo czy płasko kładzionej farby, wgłębień, wybrzuszeń, przetarć. Na płótno nawarstwia się czas. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż Janusz Tarabuła tworzy swe obrazy, jak niegdysiejsi budowniczowie katedr – tamci ku chwale Boga, Janusz Tarabuła – by wskazać na sztukę samą. Sztukę, która wbrew powszechnym mniemaniom, nie jest chwilową epifanią, a długotrwałą, często trudną, pracą. Efekt to tylko wszak pozornie końcowy, gdyż obraz trwa dalej, tak jak w znoju tworzona budowla. (więcej…)

Dziennik „zapisany”…

…śladami metaforycznie odwzorowującymi tkankę miejską wyrażonymi poprzez obraz, słowo, rzeźbę, architekturę i dźwięk. Każde z tych określeń wskazuje zbyt prosto na jedno z możliwych, w kontekście „kłącza”, znaczeń poszczególnych wpisanych w „dziennik miasta”. Oto bowiem „rzeźba” nieoczekiwanie, za sprawą instalacji powstałych z „zaledwie” styropianu staje się metaforą powszechności: linii geometrycznych wyznaczających mury budynków wraz z tagami, obrazami czy słowami na nich umieszczanymi – oto idea „kłącza” staje w centrum, z jej fluktuacyjnym ruchem i przypadkowością. Pomysł Michała Smandka zachęcił uczestników do gry z tak pojętą przestrzenią miejską. A odbiorców do odczytywania znaczeń pojedynczych śladów umiejscowionych na styropianowych instalacjach. Wokół nich, na ścianach Czytelni, zagościła feeria barw i kształtów naniesiona na fotografie wyjętych z dzienników kartek. Obraz i instalacja Barbary Wójtowicz wskazał na samotność istoty ludzkiej, zagubionej we wspólnym braku oddechu, co dodatkowo podkreśla wielowarstwowość materii: kartek z dzienników okrążających świat, kartonu oraz farby… Także obraz Piotra Flądra podlega tej samej zasadzie „nakładania się” warstw, jednakże agresywność czerwieni, przypominającej ludzkie wnętrzności i przedzielonej błękitnymi plamami znowuż wskazuje na zagrożenie – jednostki „uwięzionej” w kłączach miasta.

Fotografie stworzone przez Magę Sokalską i Staszka Heydę – wskazują na chwilowość i ulotność jednocześnie – technika przez nią zastosowana odsyła do starych zdjęć: tym sposobem przeszłość miesza się z teraźniejszością; modernistycznym „tu i teraz”. „Mural” stworzony przez studentów z Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach z koła naukowego Kilo Designu stanowi, dla odmiany, radosną i świetną warsztatowo interpretację słów nadpisanych nad tkankę miejską – wszak przypadkowość tychże może tchnąć życie w przestrzeń mieszkalną. Z kolei goszczący kilkuosobowy zespół studentów sztuk z zagranicy odarł dziennik ze znaczeń metaforycznych bawiąc się dosłownością samego słowa. Zapis filmowy stworzony przez Filipa Chrobaka odsyła do pulsacji, rytmu miejskiego towarzyszącym przypadkowym turystom. Dźwięki Jakuba Witka, które towarzyszą obrazom, powielają ciągle zmieniający się mechanizm krajobrazu czy ludzi wkomponowany w przestrzeń miejską. Podobnież jak „dźwiękoobrazy” Wojtka Neonbreakera – muzyczny i migotliwy zapis zewsząd atakujących zmysły bodźców. I ostatecznie – rozedrgany i dynamiczny zapis filmowy Piotra Steczka, którego montaż odsyła do wielogłosu miasta.

/ kurator projektu: Maga Sokalska, tekst. Dominika Krzemień /

YouTube Preview Image

realizacja: Piotr Steczek

Piotr Flądro, fot. Vojtech Veskrna

Piotr Flądro, fot. Vojtech Veskrna (więcej…)

„Książki po nic?”

W gliwickiej Willi Caro w ramach projektu Czytelnia Sztuki odbyło się spotkanie z trzema poetami, Andrzejem Sosnowskim, Marcinem Sendeckim i Tadeuszem Pióro. Chociaż prowadzący, Krzysztof Siwczyk także jest poetą, to nie on – w zamyśle – miał być bohaterem wieczoru.

Organizatorzy zaproponowali nam tym razem spotkanie zaaranżowane czy wyreżyserowane w konwencji towarzyskiej rozmowy, swobodnej wymiany myśli między zaproszonymi poetami z pominięciem – na szczęście – tradycyjnej, a często nadużywanej w takich sytuacjach metody prezentacji własnej twórczości. Rzeczywiście, „na żywo” artyści nie czytali swoich tekstów, prezentacja sylwetek nastąpiła za pomocą wyemitowanych na dużym ekranie klipów poetyckich, czyli serii czytanych przez samych twórców wierszy.

(więcej…)


Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On PinterestVisit Us On LinkedinVisit Us On Google PlusVisit Us On YoutubeCheck Our Feed